WYJŚCIE

 

Mówią i piszą o PCK i Honorowym Krwiodawstwie w Jastrzębiu-Zdroju w mediach

 

 29.11.2014  95-lecie PCK w Jasnecie  » Oddał 103 litry przeliczonej krwi »

 

 

 

06.11.2013 Dlaczego honorowo oddają krew » [artykuł w JasNet]      

Dlaczego to robią?

Ofiary wypadków samochodowych, górnicy cudem ocaleni z katastrofy w kopalni, ludzie czekający na operacje. Wszyscy oni potrzebują krwi, bez której nie może obyć się żaden zabieg medyczny. Nie da się jej zastąpić sztuczną substancją, nie da się jej, jak dotąd, wyprodukować. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby nie było ich – krwiodawców, którzy dzielą się tym darem życia, którzy wiedzą, że przyczyniają się do ratowania  drugiego człowieka. Co skłania dawców krwi do takiej postawy? Dlaczego chcą dzielić się krwią, po co to robią?

 „Kiedy przyjeżdżaliśmy na miejsce wypadków drogowych zwykle widzieliśmy dużo krwi, samochody były strasznie pokiereszowane, ludzie pokaleczeni. Ale najbardziej przeżywałem, kiedy dzieci były poszkodowane. W pamięci szczególnie utkwił mi obraz zakrwawionego noworodka” – wspomina Krzysztof, ratownik medyczny, który lata swojej pracy zawodowej spędził w karetce pogotowia. Od dawana jest honorowym krwiodawcą. Akurat jemu nie trzeba tłumaczyć, jak bardzo potrzebna jest krew. Sam mógł się wielokrotnie o tym przekonać. „Kiedyś usłyszałem w jednej z lokalnych rozgłośni radiowych, że doszło do wypadku zbiorowego. Bez namysłu pobiegłem do szpitala i oddałem krew. Czułem, że tak muszę postąpić” – zwierza się.

„Wiele razy brałem udział w akcjach ratowania górników z katastrof. Wywoziliśmy kolegów, których natychmiast transportowano do szpitala. Często oddawaliśmy krew, aby ich ratować. Wtedy chyba nikt się nie zastanawiał, czy to boli, czy poczuje się źle. Znajdowaliśmy się wszyscy w obliczu wielkiej tragedii i najważniejsze było ratowanie życia” – dzieli się wspomnieniami Piotr, emerytowany ratownik górniczy. Również i on przez wiele lat oddawał krew. Wiedział, że tak po prostu trzeba, że ktoś musi ratować życie, że lekarze nie zrobią cudów, kiedy nie będzie krwi…

Także Marzena ma swoją opowieść, bardzo osobistą, taką która odcisnęła piętno na jej życiu. „Pewnego dnia dowiedziałam się, że na nowotwór zachorował mój tata. Był to dla nas prawdziwy szok, bo taka diagnoza zazwyczaj oznacza koniec. Tacie wyznaczono termin operacji, jednak odwołano ją, bo zabrakło krwi. Nie chciałam, żeby sytuacja się powtórzyła i sama zgłosiłam chęć podzielenia się nią. Wcześniej tego nigdy nie robiłam, ale w takich sytuacjach nie myśli się o niczym, tylko chce się ratować bliską osobę. Nie zastanawiałam się, czy to boli, czy wytrzymam, czy będę mieć mdłości itp. Tata szczęśliwie przeżył, choroba została wyleczona. A ja od tamtego czasu kontynuuję moją przygodę z krwiodawstwem. Wiem, że krew jest bardzo potrzebna, że zawsze ktoś czeka na nią, że od tego zależy życie. Nie muszę znać osób, którym pomagam. Wystarcza mi świadomość, że dzielę tym, co mam najcenniejsze” .

Wśród krwiodawców są i tacy, którzy pierwsze kroki w tej dziedzinie stawiali w wojsku. „Kiedyś niby oddawano krew dobrowolnie, ale wstyd było odmówić. Bo jak tu ja, dorosły koń, miałem powiedzieć, że się boję i robi się mi niedobrze. A tam, w szpitalu czekają ludzie, małe dzieci, ofiary wypadków i w każdej chwili mogą umrzeć. Po zakończeniu służby wojskowej tak mi pozostało i oddaję krew już od 14 lat. Mam takie poczucie, że krew jest potrzebna i ktoś na nią czeka” – wspomina Sławek.

„Wiele lat oddawałem krew, dzieliłem się nią, ile tylko mogłem. Było tak aż do momentu, kiedy sam potrzebowałem przeszczepu serca, a więc i krwi do operacji. Nagle znalazłem się po tej drugiej stronie. Z dawcy stałem się potrzebującym. Cieszę się, że miał mi kto pomóc i podzielił się ze mną tym bezcennym darem życia” – mówi Dawid.

Nie chcą się chwalić, podawać swojego nazwiska, wolą zostać anonimowi. Są zrzeszeni w Klubie Honorowych Dawców Krwi Polskiego Czerwonego Krzyża w Jastrzębiu-Zdroju. Jak wylicza Ryszard Górski, przewodniczący Klubu, w sumie oddali ok. 1715 litrów krwi. „To są tylko dane szacunkowe, ponieważ nie wszyscy skrupulatnie prowadzą statystyki i chcą się nimi szczycić”. Ryszard Górski z dumą podkreśla, że już niedługo odbędzie się uroczystość 55-lecia Honorowego Krwiodawstwa w Polsce, do którego istnienia znacząco przyczyniła się jastrzębska grupa.

Co powoduje, że znajdują się dawcy krwi? Przecież nie otrzymują z tego tytułu żadnych znaczących profitów. W Jastrzębiu nawet nie przysługują im ulgi w zakupie biletów na komunikację miejską. Nasi rozmówcy stanęli w swoim życiu oko w oko z ludzką tragedią. Zobaczyli, że bez krwi wielu ludzi po prostu umrze. Krzysztof, Piotr, Marzena i wielu, wielu innych nie zastanawiali się ani chwili. Oddali krew ratując swoich bliskich, ofiary wypadków, czy górników cudem ocalałych z katastrof kopalnianych. Wiedzą, że powiedzenie, iż krew ratuje życie to nie żadna ściema, chwyt marketingowy, hasło propagandowe, to najprawdziwsza prawda. „Kiedy wiem, że w pewnym sensie ode mnie zależy, czy ktoś będzie mógł żyć, czy umrze, to nie mogę tak po prostu wzruszyć ramionami i powiedzieć: „Co mnie to obchodzi, to nie moja sprawa” – mówi Roman, wieloletni dawca krwi. Chce zachować anonimowość, bo nie szuka chwały, rozgłosu, sławy. Mówi, że robi, to co powinien i zachęca każdego do pójścia  tą drogą. „Cóż może być piękniejszego niż ratowanie życia drugiemu człowiekowi” – podsumowuje.

środa, 6 lis 2013, Katarzyna Barczyńska

 WYJŚCIE